Cudze chwalicie, swego nie znacie…. 

Znamy. Niestety znamy. W ciągu 28 lat życia głęboko poznałam znaczenie słowa polskość. Z każdym dniem czuję piętno bycia polką coraz boleśniej. Nie jestem dumna z bycia obywatelką tego kraju i nie nazywam Polski ojczyzną. Może gdybym nie podróżowała – byłabym szczęśliwa. I właśnie o ostatniej podróży chciałabym Wam opowiedzieć. 

Spędziłam kilka dni w Norwegii, odwiedzając Trondheim, Levanger i Verdal. Mój wyjazd nie był typowo turystyczny – odwiedzałam tam swoją wieloletnią, najlepszą przyjaciółkę. Oprócz wielogodzinnych rozmów na „nasze tematy”, nie dało się uniknąć opowieści o życiu w kraju wikingów. Ale zacznijmy od początku….

Processed with VSCO with f2 preset

Wylądowałam na niewielkim lotnisku pod Trondheim, skąd udałam się na pociąg mający zawieźć mnie do Verdal. W pociągu pani konduktor sprawdzając bilety z uśmiechem pytała niektórych pasażerów czy wszystko w porządku i jak im mija podróż. Na mojej stacji końcowej czekała już „moja Ola” i wspólnie wyruszyłyśmy do jej mieszkania, które okazało się typowo norweskim przepięknym, niebieskim, drewnianym domkiem. 

 

Processed with VSCO with f2 preset

Jedzenie!

Następny dzień zaczęłam od wizyty w dwóch popularnych sklepach spożywczych. Bardzo lubię zagraniczne markety, bo dużo mówią o społeczeństwie. 

Oto kilka rzeczy, które utkwiły mi w pamięci:

  • W sklepach znajdziemy (prawie) wszystko, czego byśmy chcieli, ale mamy do wyboru jedną, może dwie firmy – najczęściej norweskie. Bardzo niewiele produktów importowanych, brak nadmiaru na półkach. Brak polskiego podejścia „jak będę miał w sklepie 70 rodzajów kukurydzy w puszce, to będę lepiej odbierany”. Less is more – zbyt duży wybór jest marnowaniem czasu klienta, przestrzeni w sklepie i gospodarczym bezsensem (po co importować skoro mamy swoje rodzime firmy?). 
  • Na wielu produktach nadrukowane są ludzkie twarze – np. na pieluszkach – to normalne. Znajdziemy na nich jednak buzie dzieciaków z zespołem downa, blondynów z niebieskimi oczami, czy czarnoskóre bobaski z afro na głowach. Inna sprawa, że dziecięce twarze zobaczymy również na puszkach makreli, czy pasztetach…

Typowo norweskie produkty i potrawy to: 

  • Brunost – karmelowy ser, mający lekki posmak krówki, 
  • Grandiosa, czyli….mrożona pizza (danie narodowe, z którego są dumni), 
  • Topiony ser w tubce z dodatkami (najpopularniejsze: boczek lub szynka), 
  • Gotowany pudding ryżowy, podawany z maliną moroszką. Często podawany jest w Nowy Rok – do garnka dodaje się jeden, duży migdał. Osoba która znajdzie go w swojej salaterce – ma szansę na zmianę stanu cywilnego w rozpoczynającym się roku.

Processed with VSCO with f2 preset

Kuchnia norweska odbierana jest przez obcokrajowców za mało smaczną. Jest za słona, za słodka i za tłusta. Na pewno jest to uzasadnione np. położeniem geograficznym i tradycją. Co ciekawe, norwescy kucharze…umieją gotować i mają dużą wiedzę o kuchniach świata. W samym Trondheim znajdują się 3 restauracje z gwiazdką Michelin. Dla porównania – w całej Polsce mamy tylko 2 takie restauracje.

Natura 

Spacerując po 8-tysięcznym Verdal, gminie położonej w regionie Nord-Trøndelag miałam okazję poznać prawdziwą twarz Norwegii oddalonej od turystycznych szlaków Oslo, Bergen, czy Trondheim. W czasie 11-kilometrowego spaceru spotkałam na swojej drodze 5, może 10 przechodniów i kilka przejeżdżających samochodów (większość osób dojeżdża do pracy rowerem nie zważając na śnieg, lub pieszo). W mieście znajduje się kompleks fabryk zajmujących się obróbką drewna, metalu, czy produkcją produktów mlecznych. Co ciekawe obecność zakładów nie zakłóca życia miejscowości, nie ma hałasu, ani smogu. Już kilometr za terenem industrialnym można poczuć zapach lasu i cieszyć się niesamowitym widokiem fiordu.Processed with VSCO with c1 preset

Trasa którą pokonałam była cudownie monotonna – tylko las, woda, śnieg i czyste powietrze. To dużo głębszy relaks niż ten, który znałam do tej pory. Norwegowie wiedzą o tym od wieków, dlatego niezależnie od pory roku, w weekendy kochający kontakt z naturą ludzie zabierają swoje rodziny, przyjaciół i wyruszają „na hytte”. Czyli do domu za miastem, w lesie, na fiordzie, nad jeziorem, gdzie odpoczywają od miejskich obowiązków i udogodnień. Czytają książki, palą ogniska, kąpią się nago i zbierają jagody. Hytty nie trzeba posiadać na własność. Można skorzystać z publicznych domków ukrytych w lasach. Zasady są proste – znajdujesz opuszczoną hytte z regulaminem położonym w widocznym miejscu. Doba trwa zazwyczaj od godziny 14 do 14. Na miejscu masz łóżka, gaz do kuchenki, naczynia, czasem herbata. Na miejscu można spędzić maksymalnie 2 doby i opuszczając domek zostawić po sobie porządek.

Processed with VSCO with c1 preset
Kontakt z naturą nabywany jest tu w momencie urodzenia. Kilkutygodniowe maluchy spędzają wiele czasu na świeżym powietrzu. Już w 2. miesiącu życia rodzice pozwalają sobie na 3 godzinne spacery. Częstym widokiem jest wózek z dzieckiem stojący poza domem, czy za drzwiami kawiarni. Dzieci śpią na zewnątrz, oczywiście włączając w to zimowe przymrozki hartując swój organizm. Idąc za Islandzkim trendem, niemowlaki bardzo szybko uczone są pływać, a już w maju (kiedy średnia temperatura to 11-13 st) można spotkać kilkulatki kąpiące się w fiordach. Przyjaciółka u której się zatrzymałam opowiadała mi też o przedszkolach, w których dzieci większość czasu spędzają na dworzu – jeżdżąc na sankach, biegając po śniegu i ucząc się poprzez zabawę. Zarówno panie i panowie przedszkolanki, jak i maluchy, ubrani są w ciepłe kombinezony, przygotowane na wielogodzinne przebywanie w mroźnym powietrzu. 

Miasto i ludzie

Trondheim, które miałam przyjemność zwiedzić zawiera wszystko to, co myślałam o Norwegii zanim do niej dotarłam. To niespełna 200-tys miasto żyje rytmem, którego nigdy wcześniej nie poczułam. Wszystko jest bardzo intensywne, a jednocześnie powolne. Idąc czystymi, dobrze zagospodarowanymi uliczkami zobaczymy przemyślaną, spójną architekturę – kolorowe, drewniane domy, niskie, zadbane kamienice, drzewa wtopione w chodniki i rośliny wystawiane przez mieszkańców przed posesje.

Processed with VSCO with f2 preset

Jednym z ważniejszych miejsc Trondheim jest gotycka katedra Nidaros wybudowana na grobie św. Olafa, norweskiego króla, który (niestety) wprowadził w swym kraju chrześcijaństwo. Co ciekawe – trumna tegoż pana została wywieziona do Danii i przetopiona na monety (oh well…). 

Processed with VSCO with f2 preset

Drugim najbardziej fotogenicznym miejscem jest Most Staromiejski – z resztą zobaczcie sami.

Processed with VSCO with c1 preset

Moje serce skradła historyczna dzielnica Bakklandet, pełna wspaniałych kawiarni (Norwegowie zajmują 2. miejsce na świecie w ilości spożywanej kawy, więc bardzo dbają o jej jakość) i restauracji z ogródkami, ławkami i stolikami na zewnątrz lokalu (mieszkańcy i turyści korzystają z nich nawet zimą, sama skusiłam się na taką opcję – kawa i jagodowy muffin smakowały mi jak nigdy! ).

Processed with VSCO with f2 preset

W Bakklandet znajdziemy też sklepy z oryginalną odzieżą szytą przez właścicieli lokali, rękodziełem i malutkie palarnie kawy. Kilka minut spaceru dalej jesteśmy już w samym centrum miasta – pełnym galerii sztuki, restauracji i (znowu) sklepów. Osoby niespecjalnie przepadające za sieciówkami typu H&M, czy Zara poczują ulgę – w Trondheim jest mnóstwo norweskich i światowych marek niedostępnych w Polsce. 

Processed with VSCO with f2 preset

Co przywiozłam ze sobą do Polski?

  • Czapkę z wełny merino,
  • Karmelowy ser (dla Zandry oczywiście, ble),
  • Herbaty Clipper (są tam dostępne praktycznie wszędzie, w bardzo dobrych cenach),
  • Tradycyjne wafelki Kvikk Lunsj,
  • Kawę (oczywiście!),
  • Mnóstwo kosmetyków z ukochanego Lush (nadal niedostępnego w Polsce).

Processed with VSCO with f2 preset

Bardzo miłym i nieodłącznym elementem norweskiego vibe’u są oczywiście ludzie. Najwspanialszą ich cechą jest szacunek. Norwegowie szanują sami siebie – cenią swój czas, swoją pracę, swoich bliskich, swoje granice i swoje ciała. Na ulicach spotkamy mnóstwo zadowolonych obywateli, którzy dużą wagę przykładają do własnego komfortu. To niesamowite obserwować społeczeństwo podążające za własnymi upodobaniami, a nie ogólnie przyjętymi normami. Widziałam wiele kobiet bez makijażu, mężczyzn w kolorowych rurkach, osób wytatuowanych, młodzieży w za krótkich dzwonach, czy po prostu ludzi w wygodnych dresach zamiast sztywnych jeanso-stylówek. I, co najważniejsze, Norwegowie są społeczeństwem, które się NIE GAPI. Nikt nie odbierze twojego trądziku, ani zmechaconego swetra za coś dziwnego. Nikt nie zwróci uwagi na twoją aparycję. Zwrócą za to uwagę na to, czy kupując kawę się uśmiechniesz i czy zapytasz „jak się masz” wchodząc do ulubionego sklepu. 

Processed with VSCO with f2 preset

Przy jednej z głównych ulic znajduje się sklep dla gotów – na wystawie pentagramy i maski z rogami kozła. W rogu witryny mały kubeczek, a w nim pęczek niewielkich tęczowych flag. W budynku obok kościół chrześcijan baptystów i kaplica zielonoświątkowców. To jest właśnie Norwegia. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.