Pride month, czyli czemu nie bierzemy udziału w tegorocznych paradach.

Sezon paradowania w pełni, tęczowe zdjęcia zalewają facebooka, instagram oraz witryny coraz bardziej świadomych marketingowców. Możnaby odnieść wrażenie, że w czerwcu każdy jest sojusznikiem, a na świecie panuje równość,  wolność i różnorodność. Tak działają miłe naszemu sercu algorytmy i taki wyświetlają nam kontent, ale wystarczy wyjść z domu, żeby zobaczyć jak niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością, chyba, że ma się szczęście mieszkać w kraju prawnie gwarantującym równość małżeńską i uproszczoną procedurę uzgodnienia płci.

rainbowdoritos-1024x547Credit: Doritos

Od momentu, kiedy postanowiłyśmy zadebiutować w blogosferze, towarzyszyło nam poczucie, że życie młodego lesbijskiego małżeństwa, poradnik „Jak wziąć ślub w Kopenhadze”, czy nasze zaangażowanie w sprawy LGBT+, mogą cokolwiek zmienić i komukolwiek pomóc. Kilkadziesiąt ślubnych konsultacji, setki rozmów, udzielone wywiady i projekty, dla których poświęcałyśmy swój czas i pieniądze, tylko nas w tym utwierdzało. Jednak po niespełna roku działalności zauważyłyśmy, że świat LGBT+ nie różni się za bardzo od innych światów, w jakich do tej pory partycypowałyśmy. Oznacza to, że i tu spotkać można niesamowicie inspirujące i wspaniałe osoby, a tuż za nimi ludzi, którzy płoną z nienawiści. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy dyskryminowaną mniejszością, to obecna sytuacja polityczna napędza bardziej drugi typ człowieka i demotywuje ten pierwszy.

Kiedy brałyśmy ślub, wiedziałyśmy, że nie zostanie on w Polsce zarejestrowany, dlatego nawet nie próbowałyśmy. Nie sądziłyśmy jednak, że będziemy świadkami pogarszania się sytuacji osób LGBT+, wzrostu agresji, demontażu edukacji i wzmacniania postaw homofobicznych (oraz antysemickich, ksenofobicznych i rasistowskich). Do głowy nam nie przyszło, że w wyborach do Europarlamentu może w sposób legalny startować partia której program opiera się na słowach „zatrzymamy tęczową zarazę” oraz „chwała wielkiej Polsce”. To co do tej pory wydawało się mokrym snem narodowców, staje się obecnie naszym koszmarem na jawie. Do tego wszystkiego dochodzi do konfrontacji środowisk, których nawet nie jesteśmy w stanie zidentyfikować, z osobami, które wychodzą w biały dzień, w miejscu publicznym, uczcić minutą ciszy tragicznie zmarłą przyjaciółkę. Nic nie rozpala większej dyskusji i agresji, w tym również przemocy fizycznej, niż tęcza.

photo-1513758173941-bfbd2e4166f5Credit: Harry Quan

Tęcza, czyli symbol o tak wielu znaczeniach, że tylko dzieci mogą czuć się bezpiecznie, używając go w swojej niewinnej twórczości. Albowiem każde inne użycie stanowi śmiertelną prowokację i wezwanie do walki, na śmierć i życie. Tęcza jest zawłaszczana, redefiniowana, analizowana, rozbierana na kawałki, palona, niszczona, zrywana i negowana. Tęcza, zjawisko fizyczne. Pryzmat, od którego społeczeństwo głupieje. Doszliśmy do miejsca takiej eskalacji konfliktu my  konta oni, że czujemy się realnie zagrożone.

bart-staszewski____Credit: Bart Staszewski

Czujemy, że nie jesteśmy bezpieczne w kraju, którego jesteśmy obywatelkami i na poczet którego płacimy podatki i wypełniamy obywatelskie obowiązki. Boimy się, że spotka nas coś złego. Za tęczę. Za przypinkę, pocałunek w miejscu publicznym, przejście przez ulicę trzymając się za ręce. Nie czujemy powodu do dumy, gdy boimy się oddychać. Boimy się funkcjonować w codziennym życiu i rezygnujemy coraz częściej z sytuacji publicznych, z wystawiania się na widok. Wolimy pozostać w internecie, wybieramy hejt, który można odłączyć razem z komputerem. Wycofujemy się z inicjatyw, pomysłów i działań, na rzecz kalkulacji i analiz związanych z emigracją. Coraz mniej jest nam do śmiechu.

bart-staszewski__Credit: Bart Staszewski

I gdy patrzymy na zdjęcia sprzed roku, gdzie maszerujemy zadowolone z flagą, to wiemy, że dziś już byśmy nie wyszły. Dziś już nie mamy odwagi. Przede wszystkim zaś, nie czujemy powodu, aby to robić. Nie czujemy się częścią całości, raczej elementami coraz bardziej podzielonej grupy, która sama się nakręca ku samozagładzie. I przede wszystkim, nie wierzymy już, że sytuacja tutaj może się zmienić na lepsze. Dlatego nie ma nas. Możemy pisać o kawie, o depresji, o karierze zawodowej po uczelni artystycznej, ślubie w Kopenhadze, i feminiźmie. Mamy nadal masę tematów na których chcemy zabrać głos, jest jeszcze masa obszarów, w których poziom dyskusji nadal do niej zachęca. Ale nie ma w nas nadziei na lokalny aktywizm, na równość małeżeńska, na prawdziwą zmianę. bliżej nam do udziału w marszu żałobnym, niż w marszu (nie)równości. I korzystamy z naszego prawa do nieangażowania się. Dopóki jeszcze je mamy.

Reklamy

4 myśli na temat “Pride month, czyli czemu nie bierzemy udziału w tegorocznych paradach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s