Czy wszystkie lesbijki to feministki?

Dziś trochę nie o nas lokalnie, ale o nas globalnie. My – czyli kobiety nieheteronormatywne, lesbijki, często spotykamy się z niezwykle ambiwalentnymi postawami społeczeństwa, które nie do końca radzi sobie z naszą obecnością. Stąd, z jednej strony ludzie umniejszają nasze istnienie poprzez komunikaty „to tylko taka faza, wyrośniesz z tego, wydaje Ci się, jesteście tylko koleżankami”, z drugiej zaś, radzą sobie z tym, czego się boją poprzez agresję i przemoc – czego przykładem jest słynne „kiedyś gwałt był powszechny i lesbijek nie było”. To dość schizofreniczne postępowanie sprawia, że większość kobiet o homoseksualnej orientacji woli nie afiszować się ze swoją tożsamością. Postawa bierności i wycofania jest jednak wielkim błędem, jeśli chcemy aby ten stan rzeczy uległ jakiejkolwiek zmianie. Wizerunek lesbijek w tzw. mainstreamie został uproszczony do stereotypu grubej, owłosionej kobiety z krótko przystrzyżoną fryzurą, która nienawidzi mężczyzn i wszystkiego co jakkolwiek ją ogranicza. Z doświadczenia wiemy, że podobnie jak nie ma stereotypowej kobiety, ani stereotypowego mężczyzny, tak wiemy, że lesbijki stanowią różnorodne środowisko bardzo niejednolitych kobiet, które taki wzorzec delikatnie mówiąc uwiera. Żeby przeciętny Kowalski mógł się o tej różnorodności przekonać, konieczne jest masowe wychodzenie z szafy i pokazywanie, jak bardzo daleki jest stereotyp od prawdy.

Nie można rozpatrywać lesbijskiej tożsamości bez kontaktu ze zbiorową tożsamością kobiecą. Często zdając sobie sprawę z naszej orientacji pierwszym co robimy jest szukanie informacji o homoseksualizmie, zdając sobie sprawę, że jest on czymś mniejszościowym. Jednak bycie homoseksualną kobietą ma podwójny wymiar mniejszościowy – samo bycie kobietą w patriarchalnym środowisku z góry narzuca naszej tożsamości poczucie wyobcowania w stosunku do Władzy, która jest męska. Często wykluczenie spotyka nas też ze strony heteroseksualnych kobiet, które obawiają się lesbijek bardziej niż mężczyzn. Wszystko to ma swoje podłoże w strachu, lęku przed nieznanym, i najstarszym z możliwych schematów działania – obrony poprzez atak. Wiemy to, ponieważ pracując nad akceptacją i zrozumieniem naszej tożsamości czytałyśmy wiele książek, zasięgałyśmy opinii wielu osób, uczestniczyłyśmy w pracy z psychologami i robiłyśmy szereg innych, nastawionych na rozwój osobisty rzeczy. Właśnie po to, aby się rozwijać, nie po to aby się leczyć, ponieważ homoseksualizm nie jest chorobą ani zaburzeniem. (Ciekawostka, po raz pierwszy jako dewiacja został uznany w 1968 roku, zaś wykreślony z listy w 19901, więc de facto, cała kariera homoseksualizmu jako choroby trwała zaledwie 22 lata). Oczywiście wiele środowisk nie przyjmuje tego do wiadomości, nie zmienia to jednak faktu, że od 28 lat, tak samo jak w starożytności, średniowieczu i renesansie orientacja seksualna nie stanowi podstaw do leczenia.

Podobnie sprawia miała się z histerią. Otóż histeria została ustanowiona jednostką chorobową w celu odebrania wiarygodności i praw kobietom. Zdegradowane do roli „opętanych”, musiały być ubezwłasnowolnione przez męża lub ojca, ponieważ nie były w stanie kontrolować swoich zachowań, co swoje źródło miało w prostej przyczynie – urodziły się kobietami, miały więc macice, a tak jak wierzono, przemieszczała się i przejmowała kontrolę nad biedną niewiastą2.

Choroba jako usprawiedliwienie protekcjonalnego traktowania mniejszości ma swoje korzenie u zarania dziejów i stanowi podstawę każdego systemu władzy, który odrzuca różnorodność na rzecz jednolitości. I choć wydawać by się mogło, system demokratyczny jest zaprzeczeniem takiego postępowania, to warto przypomnieć, że u zarania dziejów demokrację ustanowili mężczyźni, dla mężczyzn a kobiece prawa leżały gdzieś pomiędzy prawami niewolników. Dziś prawa kobiet homoseksualnych leżą dokładnie „gdzieś” pod prawami kobiet, które aktualnie są przygniatane i katowane przez nadal patriarchalną władzę.

Kobiety wywalczyły w Polsce prawa wyborcze 100 lat temu, jednak w pierwszych wyborach wzięło udział 20% uprawnionych. Wynika to z braku świadomości kobiet, które 3 lata po uzyskaniu praw wyborczych uzyskały też prawo do samodzielnego decydowania o sobie. Dopiero od 1921 r. Polki przestały być zobligowane prawnie do posłuszeństwa mężowi, mogły podejmować działania prawne niezależnie od woli męża, mogły świadczyć przy sporządzaniu testamentu, miały prawo do rozporządzania własnym majątkiem, o ile nie był on pod zarządem męża (na mocy ustawy lub umowy). Chociaż dziś wydaje się to niepojęte, jeszcze 100 lat temu kobieta była zupełnie ubezwłasnowolniona i na pewno przerażała ją myśl o samodzielności. Widząc jednak jak w ciągu 100 lat kobiety ewoluowały korzystając z nowo nabytych praw, napawa nas to optymizmem. 60% Polek ma obecnie wyższe wykształcenie3. Podobną nadzieję żywimy w stosunku do praw kobiet homoseksualnych: równości małżeńskiej, prawo do opieki zdrowotnej (takiej, w której aspekt orientacji nie musi być cenzurowany), prawo do swobodnego mówienia o sobie, bez narażania się na dyskryminację w miejscu pracy, edukacji czy zamieszkania. Wierzymy, że te prawa, które już są rzeczywistością większości krajów Europejskich, staną się normą międzynarodową tak, jak prawa kobiet. Wiemy też, że są nierozerwalnie związane ze sobą.

Dlatego dziś, wczoraj, za chwilę zamierzamy pójść i poprzeć tzw. Manifę, czyli doroczną manifestację feministyczną, jako kobiety, które są wdzięczne za prawa, jakie wywalczyły dla nich ich prababki – możliwość decydowania o sobie, niezależność ekonomiczną, wyższe wykształcenie. Jako kobiety, które ciągle walczą o swoje prawa. Walczą nie przemocą i agresją, a nieustannym podejmowaniem dialogu. Nie ma jednego feminizmu, tak jak nie ma jednolitej grupy kobiet, ani jednolitej grupy lesbijek. Ale dopóki będzie nam chodziło o to samo, dopóty jest sens się gromadzić, manifestować, dyskutować. Solidarnie, bezpiecznie z szacunkiem, ale maszerować, wyjść na ulice – niech nas zobaczą. Ile nas jest, jak różnorodne jesteśmy. Oswajajmy nieznane, niech się nas nie boją. Niech zobaczą w nas sąsiadki, lekarki, pielęgniarki, prawniczki, artystki, nauczycielki, ubezpieczycielki ich aut, sprzedawczynie ich codziennej żywności i prasy. Jesteśmy takie same, jesteśmy równe. Chcemy równego traktowania.

bicepsy

Zapraszamy na manifestację wszystkich tych, którzy są za równością, za różnorodnością i za dialogiem. W Trójmieście ma ona hasło „Myślę Czuję Decyduję”. Tego sobie i wam życzymy! Nie bójcie się decydować o sobie, koleżanki!

Przypisy:

1DSM-III „Amer­i­can Psy­chol­o­gist”. 40 (5), s. 513–26,

2* Andrzej Szczeklik. Gdzie się podziała histeria. „Zeszyty literackie”, 2011.

3Kamila Kaliszyk, dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale MasterCard w wywiadzie dla Forbes (https://www.forbes.pl/biznes/sytuacja-kobiet-na-polskim-rynku-pracy-w-2017-i-2018-roku/c8tje1s)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.