Jeg elsker dig i København

Czas opisać co dokładnie wydarzyło się (już?!) tydzień temu. Tydzień temu odbyłyśmy podróż do Innego Świata. Podróż zaczęłyśmy już 13nastego lutego, ponieważ dzień przed ślubem musiałyśmy dostarczyć oryginały wszystkich dokumentów i potwierdzić, że my to my.

IMG_8049fot. Dominik Werner

Żadna z nas jeszcze nie miała okazji odwiedzić Kopenhagi, a Danie tylko przejazdem. Byłyśmy w Szwecji, pracowałyśmy z Norwegami, ale Dania kojarzyła nam się głównie z dwoma rzeczami – Legolandem i książką o szczęściu czyli hygge. Hygge to faktycznie zjawisko praktycznie stosowane, przynajmniej w Kopenhadze. To największe w Danii miasto, trzecie w niechlubnym rankingu najdroższych w Europie, według National Geographic, nie ma w sobie nic z burżujstwa czy turystycznego nadęcia. Kobenhaven jest jak jej mieszkańcy, zdystansowana i powściągliwa, ale przyjacielska i ciepła przy bliższym poznaniu. Pierwszą rzeczą, jaka zrobiła na nas ogromne wrażenie, był ruch uliczny, a raczej jego brak, niewiele aut, za to milion, miliony rowerów. Widok masy rowerzystów czekających grzecznie na swoje zielone światło – bezcenny! Nikt nie ładuje się na chodnik czy przejście dla pieszych. Centrum miasta epatuje spokojem, ładem, porządkiem, nawet na ruchliwszych ulicach nie ma mowy o chaosie. Wszystko jest zorganizowane, ma swój rytm, i my w tym rytmie doskonale się odnajdujemy, pomimo przenikającego, morskiego chłodu. Ogromne wrażenie robi na nas również wszechobecność wizerunków osób 50+ na ulicznych bilboardach i reklamach w prasie, a na ulicach twarze pozbawione makijażu, niepodrasowane botoksem czy firaną rzęs 1:1. Masa naturalnie wyglądających kobiet, nie tuszujących swoich zmarszczek ani piegów, które ewidentnie czują się dobrze we własnej skórze. Lokalsi stawiają na komfort, to widać, i to się udziela. Szybko łapiemy ten luz, zwłaszcza, kiedy docieramy do Najlepszego Hostelu w Mieście. Steel House Hostel to ewenement branży ho(s)telarskiej. Będąc hostelem, oferuje takie udogodnienia jak bezpłatne wifi, sala telewizyjna, sala kinowa (obie z netflixem), basen, siłownię, kawiarnię, 24h bar, oraz w pełni wyposażoną kuchnię na poziomie master chefa. Do tego sala kominkowa z przytulnymi kanapami i dywanami, oraz bujanymi fotelami… hygge pełną gębą. To właśnie tam spędziliśmy chyba najwięcej czasu, grając w szachy, oglądając olimpiadę czy po prostu rozmawiając nad kubkiem kawy.

IMG_6009fot. Anna Ninus

IMG_8139fot. Zandra Ninus

Po relaksie w Hostelu ruszyliśmy zwiedzać miasto. Szybko dotarliśmy na Stare Miasto, gdzie znaleźliśmy Grecki Bufet all You can eat, w sam raz na naszą kieszeń, a po obfitej kolacji udaliśmy się na dalszy spacer ulicami starówki i szybko trafiliśmy na najważniejszy deptak Strøget, miejsce, gdzie swoje sklepy mają najważniejsi projektanci. Nas jednak bardziej interesowały boczne uliczki i magiczne sklepiki z akcesoriami do gier, sklep Disneya czy, oczywiście salon Lego.

Po tym spacerze nie mieliśmy już sił na nic, wróciliśmy więc do naszego pokoju, wielkości przedziału pkp, gdzie na piętrowych łózkach zapadliśmy w sen, zbierając siły przed tym co nas czekało w Walentynki…

… Oczywiście na środę wszystko było zaplanowane co do minuty – śniadanie, prysznic, czesanie (Dzięki Kaja!), malowanie, ubieranie. Punktualnie o 11:00 check out, i godzina relaksu w pokoju kominkowym. Wszystko zgodnie z planem. O 13.00 pojawiłyśmy się w Ratuszu. A Kopenhaski ratusz to nie byle co, tylko prawdziwa perła architektury, wzniesiona w 1903 roku, ale skutecznie stylizowana na budowlę renesansową, wewnątrz pięknie zdobiony freskami, mozaikami, i flagami Danii. Miałyśmy niesamowite szczęście brać ślub w naprawdę pięknym miejscu, Widok dziedzińca naprawdę zatkał nam dech w piersiach. Do tego z okazji Walentynek, wszędzie były serduszka! Atmosfera naszego święta i święta Miłości doskonale się uzupełniały!

j206fot. Paweł Dejnatowicz, Historia Wizualna

O 13:30 wywołano nasze nazwiska, z którymi urzędniczka miała trochę połamania języka i weszłyśmy do małego pokoiku. Całość odbywała się w języku angielskim, ale zamiast suchej, urzędowej formuły, urzędniczka, nie przestając się uśmiechać, skomplementowała nasze stroje i tatuaże, a potem zachwyciła się pogodą i w końcu, przypominając nam na czym polega prawdziwa miłość, ogłosiła nas żoną i żoną. Było to niesamowicie podniosłe wydarzenie, usłyszeć z ust państwowego urzędnika, że oto jesteśmy małżeństwem, stres i wzruszenie sprawiły, że ledwo pamiętamy jak nam się udało złożyć podpisy na dokumentach i wymienić się obrączkami. Ale się udało, wiemy to ze zdjęć i relacji naszych wspaniałych świadków.

_MG_7256fot.Maria Baagøe Bové

Po wszystkim, kiedy emocje już opadły, zabrałyśmy naszych świadków na porządny obiad. To dzięki nim wszystko odbyło się tak sprawnie i bez komplikacji. Jeszcze raz chciałybyśmy podziękować Kai i Marcinowi, że wytrwale znosili całe to ciśnienie, nie zgubili obrączek i nie zaspali na samolot, a do tego ślicznie wyglądali i podpisali się na naszym certyfikacie ślubnym. Jesteście super, dlatego zabrałyśmy was na obiad do… Hard Rock Cafe Copenhagen. I nie tylko dlatego, że było najbliżej, i relatywnie tanio jak na Kopenhagę. Ale po roku pracy w Hard Rock Gdańsk (Sandra), wiedziałyśmy, że tam na pewno podchwycona zostanie ta radosna atmosfera jaką chciałyśmy celebrować. I udało się, serwis był na medal, jedzenie lepsze niż w Polsce (burger kalafiorowy!), i wszyscy składali nam życzenia…

IMG_8247fot. Kaja Grodzicka

Po obiedzie nie zostało już nic innego jak się pożegnać. Nasi świadkowie zostali w hotelu a my udałyśmy się na zasłużony odpoczynek i noc poślubną do Hotelu na drugim końcu miasta, gdzie udało nam się skonsumować zawarty związek i zrelaksować po tym niezwykłym dniu. Do dziś trudno nam jeszcze uwierzyć, że wszystko to miało miejsce. Na szczęście mamy zdjęcia i filmy, które to dokładnie dokumentują.

j205-3(4)

j208-2

j204

fot. Paweł Dejnatowicz, Historia Wizualna

Więcej o naszym ślubie w reportażu Katarzyny Włodkowskiej wraz z dokładną fotorelacją autorstwa Dominika Wernera już w poniedziałek, 26.02.2018 w dodatku do Gazety Wyborczej „Duży Format”.

 

Reklamy

Cudownych ludzi wokół mamy

…przyjaciółmi naszymi są… tak możemy sparafrazować weselny szlagier Urszuli Sipińskiej, po powrocie z Danii. Nie wie nikt, kto tego nie przeszedł, jak wielkim ciężarem emocjonalnym, duchowym i mentalnym jest ślub. Byłyśmy przekonane, że cywilna uroczystość to bułka z masłem. Metafora trafna o tyle, o ile sami wyhodujemy krowę, z której mleka ubijemy to masło, bo mniej więcej tyle było roboty. Opisałyśmy już nasze przygotowania i przebrnięcie przez formalności. Tego co jest dalej jeszcze opisać nie jesteśmy w stanie… j103-3(1)fot. Pawel Dejankiewicz http://www.historiawizualna.com/

Ale moment, w którym ukochana osoba wkłada ci na palec symboliczną obrączkę i deklaruje tym samym, że będzie już zawsze – to moment, który wynagradza wszystko, a potem jest już tylko gigantyczna fala miłości, dopaminy i endorfin, która zalewa mózg i zmywa cały stres. Potem jest już tylko lepiej.

Jesteśmy najszczęśliwszymi kobietami na świecie! Cały przebieg ślubu zrelacjonujemy w kolejnym odcinku, jednak teraz chcemy się skupić na jednej bardzo ale to bardzo ważnej rzeczy. To, że możemy dziś z dumą mówić o sobie małżeństwo to zasługa kilkuset ludzi. I przyszedł teraz czas aby im po kolei podziękować:

j108fot. Pawel Dejankiewicz http://www.historiawizualna.com/

Kaja i Marcin – nas świadkowie, którzy polecieli z nami, dzielili pokój, pokornie znosili nasze napięcie, nie zgubili obrączek, uczesali nas, pilnowali abyśmy nie deptały sukienek, ogarnęli od A do Z wszystko co powinni robić świadkowie, nasi prawdziwi przyjaciele, na których zawsze możemy liczyć – dziękujemy Wam, za Waszą obecność, opanowanie i ogarnięcie. Bez Was nie dałybyśmy rady! Jesteście dla nas prawdziwymi bohaterami! Zorganizowaliście nam też niezapomniane wieczory panieńskie, lepsze niż mogłyśmy sobie wymarzyć, i zawsze stoicie przy nas, niezależnie od tego czy bierzemy ślub, przeprowadzamy się, czy zalewa nas fala hejtu z internetu – nawet tam, jesteście po naszej stronie. To jest prawdziwa przyjaźń, dziękujemy!

Dziękujemy Urzędowi stanu cywilnego w Kopenhadze, za niesamowitą ceremonię, za minimum formalności, przyjazne nastawienie i równość małżeńską.

Dziękujemy wszystkim osobom, które wsparły nas słowami, kiedy z jednej strony zostałyśmy wykluczone i odrzucone, z drugiej okazało się jak wiele osób z naszego otoczenia posiada na tyle otwarte głowy i serca, że daleko przekracza to mocą i liczebnością wszelkie złe i negatywne komentarze. Dziękujemy za setki wiadomości, również anonimowych, z prawej i lewej strony, od osób różniących się od nas jak dzień z nocą, od osób takich jak my, wreszcie, od ludzi, których najmniej spodziewałybyśmy się zobaczyć pod tęczową flagą, a jednak – doświadczenia jakie zebrałyśmy podczas przygotowań, pokazują, że jest w społeczeństwie duża akceptacja i dużo bezinteresownej pomocy. Dziękujemy za przywrócenie nam wiary w sens naszych działań i w sens mówienia głośno  o potrzebie małżeńskiej równości i widzialności. Wspólnie jesteśmy super drużyną!

j109(1)fot. Pawel Dejankiewicz http://www.historiawizualna.com/

Kolejnym ważnym aspektem o którym trudno rozmawiać, ale nie można go przemilczeć, są pieniądze. Ponad 100 osób udzieliło nam materialnego wsparcia, dzięki któremu nasze marzenie stało się rzeczywistością. Dziękujemy za każdą złotówkę, którą wsparliście naszą zbiórkę, niesamowite było obserwować jak z dnia na dzień zebrana kwota rośnie i możemy realizować kolejne elementy, np zabrać swoich świadków, mieć przy sobie tego dnia chociaż dwie bliskie osoby. Z własnych środków udało nam się uzbierać dodatkowe pieniądze na spędzenie nocy poślubnej już w 2 osobowym pokoju bez świadków 🙂 Dzięki wam zaczynamy ten rok jako żona i żona i to jest niezwykłe, że ludzka solidarność jest tak silna, że można góry przenosić i konstytucję obchodzić!

Dziękujemy Ośrodkowi Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych za reakcję i nagłośnienie sytuacji gróźb karalnych pod naszym adresem, za reakcję i za brak zgody na cyberprzemoc i homofobię. Efektem kuli śnieżnej, dzięki temu nasza zbiórka zyskała dodatkowy rozgłos i spowodowała jeszcze większą dyskusję o nierówności małżeńskiej.

Dziękujemy Jakub & Dawid za zaproszenie nas do udziału w ich świątecznym projekcie, dzięki czemu poznałyśmy creme de la creme polskiego LGBT+. Dziękujemy Kampanii Przeciw Homofobii za robienie wspaniałej roboty, poznańskiej grupie Stonewall za pracę u podstaw i promocję homoseksualizmu, dziękujemy Miłość Nie Wyklucza za ich kampanie społeczne i edukacyjne, i wszystkim pokrewnym instytucjom, których wszystkich tu wymienić do jutra nie zdążymy.

Dziękujemy Cesarowi i Darkowi z hello2brysie – naszym przyjaciołom, którzy są mężczyznami i gejami i przełamują wszystkie stereotypy. Zakochałyśmy się w nich bezgranicznie i z wzajemnością, miłością przyjacielską, i wiemy, że to kolejna para na jaką możemy zawsze liczyć. Bardzo nam pomogli w rozpoczęciu naszej drogi w blogosferze, bardzo wpierali też nas podczas procesu przygotowań. Kochamy was, jesteście super!

Dziękujemy Miss Cucumber za kibicowanie nam na każdym etapie naszego związku i przepiękny tatuaż – prezent ślubny.

Dziękujemy Annie Moczydłowskiej z kobieta.wp.pl za przeprowadzenie z nami pierwszego wywiadu i możliwość skonfrontowania się z krytyką w sieci. Bardzo inspirujące doświadczenie.

Dziękujemy Magdzie Wielogłaskiej z Lesbijska Inspira za nasz drugi wywiad- rozmowę, zupełnie niszową i kobiecą, wspaniałe doświadczenie porozumienia i porozumiewania się tym samym językiem.

Dziękujemy naszej przyjaciółce Andee Szadzinski, za pomysł ze zbiórką. To dzięki niej w ogóle odkryłyśmy crowdfunding i założyłyśmy pierwszą zbiórkę na portalu gofundme, po tym jak Andee sama w ten sposób uzyskała środki na swoją podróż do Portugalii.

Dziękujemy Marzenie Tarasiewicz, z La.Lila, z która znamy się od 10 lat, za profesjonalne doradztwo wizerunkowe, oraz podzielenie swoim doświadczeniem, oraz inspirację i niesamowitą energię jaką zaraża wszystkich wokół, jesteś wspa-nia-ła!

Dziękujemy Doktorze Katarzynie Lewandowskiej za bycie aktywną sojuszniczką LGBT+ w środowisku akademickim i uwzględnienie w programie zajęć wątków kultury LGBT+.

Dziękujemy naszym pracodawcom, za te kilka dni urlopu, kiedy mogłyśmy skupić się na tym co najważniejsze. Koleżankom z pracy Ani, za wspaniały prezent ślubny oraz szefostwu Sandry za pocztę kwiatową z bukietem i życzeniami na nową drogę życia.

Dziękujemy Dagmarze Heger, że zaopiekowała się naszym ukochanym kotkiem i nie dała mu zdechnąć z głodu. Sandra dziękuje swoim koleżankom za epicki wieczór panieński, w którym Panna Heger także brała udział.

Dziękujemy Justynie Goździewskiej, za to, że jest.

Dziękujemy Dominikowi Werner za szaloną decyzję o towarzyszeniu nam z aparatem w podróży do Danii i dokumentowaniu jej pro publico bono.

Dziękujemy ekipie Alter Familia za ekspresowe doręczenie zamówionych ślubnych tuneli dla Ani uszu. 😉

Dziękujemy Krzysztofowi Salvar, za to, że wspomniał o nas Pawłowi Dejankiwiczowi , który zupełnie przypadkiem akurat był w Kopenhadze i miał dwie rolki średniego formatu, które poświecił dla nas, czego efektem są te wspaniałe fotografie:

j106fot. Pawel Dejankiewicz http://www.historiawizualna.com/

Na tyle ile to możliwe, będziemy jeszcze dziękować osobiście i najbliższy czas spędzimy spełniając karmiczny dług. Jeśli ktoś czuje się pominięty, niech szybko do nas napisze, bo nasze mózgi są jeszcze pod wpływem post ślubnych emocji i mogą być nieco powolne!

Bez was nas by nie było, jesteście wspaniali!!! Dziękujemy!!!

Last check

Pomiędzy ” k…. jeszcze szczoteczka do zębów” a „o nie, nie zdążymy na lot bo jest korek” jest taki błogi moment, który mądrzejsi od nas nazwali ciszą przed burzą.

Jest to czas wielokrotnego sprawdzania, czy wszystkie komponenty niezbędne nam do wyjazdu zostały spakowane, zabrane, zakupione, pożyczone czy też zdążyły dojść przesyłką kurierską wielokrotnie przyśpieszoną. Jest to też czas smutnego pożegnania z tymi artefaktami, na które czasu, miejsca lub pieniędzy już nie wystarczyło, takie jak doczepiane włosy czy doczepiane rzęsy, czy doczepiane piersi, czy zabieg redukowania wszystkiego, co według niektórych poradników jest niezbędne, żeby zostać żoną.

IMG_5951

Pomiędzy ściśniętym z nerwów żołądkiem, dławiącym gardło żalem, a rozpaloną od mrocznych scenariuszy głową, łatwo zapomnieć o rzeczach najważniejszych. Dlatego jedna z nas prawie zeszła na zawał, gdy okazało się, że ta druga nie potwierdziła rezerwacji na nocleg nasz i świadków. Mimo to, nadal chcemy się pobrać.

To nie jest proste. Branie ślubu nie jest proste. Nie tak jak się wydaje. To jest cała masa najdrobniejszych szczegółów, które trzeba ogarnąć. Nikt nie zrobi tego za nas. W naszym przypadku nikt nie odciąży nas z żadnego kroku jaki musimy zrobić. Zamiast łez wzruszenia w oczach naszych rodziców zobaczymy tego dnia pusty ekran komórki, z brakiem powiadomień, że życzą nam czegokolwiek dobrego na nowej drodze życia.

Dlatego chcemy powiedzieć wszystkim tym, którzy są w związku, i chcą go zalegalizować, albo jeszcze nie wiedzą, że chcą, albo chcą ale nie mają z kim… branie ślubu to nie wypad na weekend. To jest cholernie ciężka praca, głównie emocjonalna, z której nie zdawałyśmy sobie sprawy. I dopiero kiedy spakowane zostały buty, skarpetki, majtki i 20 par rajstop na wszelki wypadek, a paszporty i dokumenty zabezpieczone przed armagedonem spoczęły na dnie bagażu podręcznego, dopiero wtedy jest ten moment, żeby usiąść, złapać oddech i zadać sobie pytanie – czy na pewno to jest to czego chcę? Nie ta sukienka, ta fryzura, czy ten kolor paznokci, ale ta osoba, to życie, takie poranki, takie nieporozumienia i taki właśnie seks, już do końca.

I to jest niesamowite uczucie, móc przed samą sobą przyznać – TAK! to jest właśnie to! Może nie wiem, nie jestem pewna kim będę jak dorosnę, chociaż mam już 30 lat i powinnam, tak wiele powinnam a tak wiele niechcemi się, ale wspaniale jest wiedzieć jedno, na pewno. Kochamy się i chcemy spędzić resztę życia razem!

 

Medialny szum i co z niego wynika

Tak naprawdę nasza przygoda z mediami nie zaczęła się od założenia bloga, a od ogłoszenia mojego znajomego, który szukał pary do odegrania scenki w filmie promującym Gdańsk. Mimo, że nie jesteśmy stąd i wolałybyśmy promować Gdynię, zgodziłyśmy się na udział w tym przedsięwzięciu i przez ułamek sekundy nasz buziak firmuje Gdańsk miasto wolności.  Film zrealizowała firma Aerolab rękoma Dominika Wernera na zlecenie Gazety Wyborczej Trójmiasto.

mydominikfot. Dominik Werner

Dwa lata później, kiedy podjęłyśmy decyzję o ślubie, a co za tym idzie, decyzję o społecznym coming oucie i wprowadzeniu w życie słów Carol Hanish – Prywatne jest polityczne. Zbiórka, dzięki której wywołałyśmy dyskusję, wzbudzała szereg emocji, ale najważniejsze było to, że prowokowała do myślenia (niektórych) i do mówienia (większość). Niektórzy nawet pomyśleli, zanim powiedzieli! Niestety nie każdemu się udało:

elo

Dzięki interwencji Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, jeszcze więcej osób dowiedziało się o naszej zbiórce, i idei jaka się z nią wiąże. Udzieliłyśmy pierwszego w życiu wywiadu dla wirtualnej polski, który w całości można przeczytać tutaj. I tak naprawdę dopiero po tym wywiadzie spotkałyśmy się z falą hejtu, o jakiej do tej pory tylko słyszałyśmy. Do tej pory czytałyśmy komentarze w internecie jako uzupełnienie treści, które znajdywały się nad nimi. Czasami były to zabawne dialogi, czasem bezsensowne wynurzenia, ale dopiero, kiedy komentarze ukazały się pod naszym wywiadem i dotyczyły nas… no cóż, anonimowość pozwala wylać z siebie wiele frustracji i mamy nadzieję, że te 200 przepełnionych homofobią osób poczuło się choć na chwilę lepiej ze sobą po opublikowaniu treści, potocznie uznanych za obraźliwe. My na pewno wiele się dzięki temu doświadczeniu nauczyłyśmy – przede wszystkim – nie czytać komentarzy 🙂 Po drugie, nie karmić trolla 🙂 Po trzecie nie angażować się. Nie mamy wpływu na innych ludzi, tylko na to co same publikujemy i staramy się robić to tak, żeby nie musieć się nikomu tłumaczyć. Nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili 🙂

Są jednak tacy, którzy nas polubili i zaprosili do wyjątkowej inicjatywy – mowa oczywiście o Jakub & Dawid. Ta medialna para zaprosiła nas do nagrania świątecznego klipu, który bez wątpienia odmienił nasze życie. Po raz pierwszy znalazłyśmy się w 100% LBGT+ otoczeniu, które w dużej mierze składało się z homoseksualnych małżeństw i rodzin a nawet jednej tęczowej rodziny z dziećmi! Do tego magiczna atmosfera świąt, jaką znałyśmy dotąd głównie z reklamowych spotów i niesamowite osobowości.. Samo kręcenie filmu to bardzo ciężka praca, i niesamowite doświadczenie, ale najważniejsze co z tego wyniosłyśmy to znajomości – nasze serca podbiła para Miejskich Ogrodników czyli 2Brysi  Cesar & Daro. Przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa, ale najmożliwsza jest ta między parą kobiet i para mężczyzn!

brysiefot. Magda Lena Sobieska

Miałyśmy też zaszczyt poznać zaangażowaną ekipę z organizacji Stonewall czy wspaniałą bojowniczkę o wolność naszą i waszą czyli Cecylię Jakubczak z Kampanii Przeciw Homofobii. To właśnie po realizacji tego teledysku zdałyśmy sobie sprawę z dwóch rzeczy, po pierwsze, jak wiele już jest zalegalizowanych par jednopłciowych w Polsce i jak wiele jest sposobów na rozwiązanie problemu braku możliwości zawarcia małżeństwa jednopłciowego. Po drugie – jak aktywni są geje w mediach a jak niewiele jest nadal lesbijek! Tylko, że zamiast nad tym ubolewać postanowiłyśmy działać, stąd ten oto blog. I musimy przyznać, że chociaż prowadzimy go dopiero od chwili, to już sprawia nam on wiele radości i jest świetnym sposobem na uporządkowanie w jednym miejscu i krok po kroku całej przedślubnej krzątaniny. A przy okazji ile się codziennie uczymy! Chcemy kontynuować nasza działalność, by litera L, miała tak samo bogatą kulturę jaką ma litera G. Chcemy mówić o nierówności małżeńskiej, o tym jak z nią walczyć, dlaczego ślub jest super i co się po ślubie zmienia, dlaczego będąc żoną można być lepszą feministką i zachęcić przede wszystkim każdą inną dziewczynę, która jest choć trochę lesbijką, aby wyszła z szafy, bo po za szafą jest fajnie!

 

Przygotowania do Wielkiego Dnia…

Dzień Dobry, dziś zajmiemy się tym, co jest największą zmorą wszystkich narzeczonych, niezależnie od ich zasobów, płci, orientacji seksualnej czy religijnej lub jej braku, a mianowicie – przygotowaniami do ślubu. Ponieważ zarysowałyśmy już dość wyraźnie, że nie organizujemy wesela w żadnej postaci, odpada nam 90% zmartwień o wybór lokalizacji, menu i orkiestry, oraz casting na najładniejsze wykonanie szlagieru „żono moja” w wersji techno (bo w żadnej innej nie jesteśmy w stanie go zdzierżyć :)). Nadal jednak parę kwestii nam zostaje, na przykład: obrączki i stroje.

17880600_10155237213049496_3376115009217110057_o(zdjęcie Lady Magenta czyli Jeden Ninus 🙂

Pierwszą mądrą rzeczą, jaką można zrobić, szukając inspiracji, jest udanie się na targi ślubne. Są to takie zgromadzenia, na których każdy, kto chce robić biznes, stara się zaprezentować z najlepszej strony, ale możemy tam też zaobserwować, jak branża ślubna ma się w szerokim spektrum. Łatwo porównać wystawców i znaleźć coś dla siebie. Plusem takich zgromadzeń jest duża różnorodność prezentowanych podwykonawców i tona materiałów promocyjnych, które potem, na spokojnie można przejrzeć w domu. Jest to też doskonała okazja, aby zobaczyć jak na żywo prezentują się nie tylko produkty, ale też sami podwykonawcy, jak radzą sobie ze stresem i powtarzaniem kolejnym zainteresowanym tych samych formułek, czy szybko tracą cierpliwość, czy lubią pracę z ludźmi, czy nastawieni są raczej na zdarcie z nas ostatniego grosza przy minimalnym nakładzie pracy, czy obchodzi ich to co robią, czy raczej nie. To ważne, aby nasz najważniejszy w życiu dzień był dopięty na ostatni guzik, poprzez dobranie do współpracy ludzi, z którymi będziemy dobrze się komunikować, i którzy zaangażują się w spełnienie naszych marzeń. Dodatkowo na targach można degustować, testować, sprawdzać, próbować i dotykać wszystkiego – dekoracji, ozdób, materiałów, obić i jedzenia. Zwłaszcza jedzenie jest mocnym argumentem – nie wszystkie dobre wyglądające torty są pyszne, i vice versa, niekiedy mniej atrakcyjne wizualnie, zachwycają smakiem. W katalogach i w internecie wszystko prezentuje się lepiej:)  Osobiście zakochałyśmy się w Duszka – niesamowite torty

(też Ladymagenta)18056304_10155237213039496_100676485410110593_o

Minusem targów jest oczywiście ich komercyjna i masowa specyfika, co oznacza mniej więcej tyle, że jest tam bardzo tłoczno i nawiązanie kontaktu z interesującym nas dostawcą jest bardzo utrudnione. Jeśli zależy nam na bardziej indywidualnym kontakcie, warto odwiedzić firmowe salony i sklepy – szczególnie w kwestii sukni i obrączek, na targach zobaczymy tylko mały procent tego czym dysponują wystawcy. Co ciekawe, nawet targi mające w nazwie słowo „alternatywne”, nie posiadają w ofercie nic dla ślubów jednopłciowych. A przecież z roku na rok rośnie popularność ślubów humanistycznych, z których korzystają pary różnych orientacji, w tym homoseksualnych. Same znamy kilka par, które w ten sposób zorganizowały swój ślub, i dziwi nas to, że nawet na największych targach rządzi niepodzielnie heteronormatywność. MRS&MRS czy Mr&Mr to nadal dekoracje, które trzeba ściągać zza granicy. W poszukiwaniu stroju na ślub, targi okazują się przydatne –  możemy zobaczyć jakie są aktualne trendy i nowości, jednak nic nie zastąpi wizyty w przytulnym salonie, gdzie sztab wykwalifikowanych pracowników znajdzie nam suknie marzeń. Takim miejscem jest bez wątpienia La.Lila – miejsce, w którym poczułam się jak księżniczka i zapragnęłam zostać tam na zawsze! Szeroki wybór, uśmiechnięta obsługa i klimat rodem z programu „Say yes to the dress” to gwarancja spełnienia marzeń o sukni idealnej, i na każdą kieszeń. Do tego wspaniała właścicielka, która doradzi i zainspiruje – poezja!

cover(zdjęcie ze strony lalila.pl)

Gdybyśmy wyprawiały wesele, to z pewnością właśnie drużyna La Lila Butik wystylizowałaby nas na tę uroczystość. Ponieważ jednak bierzemy skromny, cywilny ślub, nasze kreacje stanowią kompromis pomiędzy marzeniem o białej sukni, a formalnym charakterem uroczystości. Przy niewielkim budżecie nadal mamy wiele możliwości. Jedną z nich jest tzw. Vintage, czyli suknie używanie: z lumpeksów, portali aukcyjnych, komisów. Skarby można wylicytować już za kilka złotych! Kolejną możliwością jest oczywiście uszycie sukienki – dobra krawcowa to skarb, który uchroni was przed frustracja niedopasowania, nagłej utraty lub przyrostu wagi. Jeszcze jedną alternatywą jest posiłkowanie się sieciówkami. Mało kto wie, ale nawet H&M wypuszcza co jakiś czas kolekcję ślubną za naprawdę niewielkie pieniądze a PRIMARK ma cały arsenał akcesoriów dla Panny Młodej. Ponieważ nam zależało na zachowaniu jednorodności, mamy ten sam model ślubnej spódnicy z firmy ASOS – mimo, że firma nie funkcjonuje w Polsce, to bez problemu do Polski wysyłają i to szybko.  Nie ma też problemu ze zwrotami, jeśli rozmiar okaże się nietrafiony. Ale to akurat zaleta wszystkich sklepów online, gdzie często można trafić na prawdziwe okazje!

Okazje znajdziemy też na przełomie stycznia i lutego w salonach jubilerskich – to najlepszy czas na zakup obrączek. Miłym zaskoczeniem jest to, że tutaj, w przeciwieństwie do targów, nikt nie był zdziwiony, gdy mówiłyśmy, że obrączek szukamy na nasz ślub. Bardzo przyjazna i miła atmosfera w jednym z salonów sieciowych utwierdziła nas w przekonaniu, że jedne sektory usługowe otwierają się na klientelę LGBT+ szybciej niż inne. Nasze obrączki spełniają w 100% nasze oczekiwania, pomimo tego, że musiałyśmy na nie czekać aż 3 tygodnie – w tej kwestii nie należy zwlekać na ostatnią chwilę. Ale kiedy już się je odbierze, nie można się na nie napatrzeć!

rings2

W ramach naszych przygotowań musimy wspomnieć też o kosmetyce – paznokcie, rzęsy itp to kwestie w których lepiej nie oszczędzać. Pomimo mnogości ogłoszeń o usługach za pół ceny od „uczącej się praktykantki” ślub jest za ważny, aby zaryzykować przeżycie go z opuchniętą od alergii twarzą. Powierzamy więc swoje ciała w ręce wykwalifikowanych specjalistek, i to samo radzimy wam – oglądajcie portfolia, proście o referencje i sprawdzajcie certyfikaty osób, które mają was upiększyć – nie warto oszczędzać na kimś, kto może zrujnować wasz wygląd!

Mamy nadzieję, że chociaż trochę rozwiałyśmy wasze wątpliwości i wyczerpująco odpowiedziałyśmy na pytania o przygotowania,

Serdecznie Pozdrawiamy,

Ninusy!

Ile to kosztuje i skąd na to wziąć pieniądze?

Dziś zajmiemy się matematyką, czyli zagadnieniem, które połowa naszego związku zupełnie nie ogarnia, zaś drugie pół, ogarnia za trzech. Przyjrzyjmy się kosztom i podpowiemy jak je redukować.

Koszt cywilnego ślubu w Polsce to

  • opłata skarbowa za sporządzenie aktu małżeństwa – 84 zł (czytaj całość na http://www.planowaniewesela.pl/warto_wiedziec/koszt-slubu-cywilnego)
  • opłata za dokument potwierdzający brak przeciwwskazań do zawarcia związku (w przypadku rozwodu lub śmierci poprzedniego małżonka), czyli każdy przedstawiony odpis skrócony (odpis aktu małżeństwa z adnotacją o rozwodzie, odpis aktu zgonu) – 22 zł

RAZEM 106 PLN. Mało prawda? Na każdą kieszeń. Cena ślubu w Danii:

  • bilety Gdańsk – Kopenhaga, najtańszy lot 600 PLN/os razem 1200 PLN
  • nocleg w hostelu w Kopenhadze – 495 PLN
  •  tłumaczenie dokumentów – 200 PLN
  • opłata urzędowa, sala  w ratuszu – 500 PLN
  • dokumenty z PL – odpis aktu urodzenia i zaświadczenie o stanie cywilnym 22 + 38 = 60 zł/os razem 120 PLN

RAZEM 2515 PLN

Oczywiście to nadal nie jest kosmiczna kwota. To tylko trochę więcej niż najniższa krajowa.  Ale to jednak o 2400 złotych więcej, niż w przypadku par hetero. Dodatkowo, jako obywatelki kraju Polska, płacące tu podatki, żeby się pobrać musimy opuścić naszą ojczyznę. To się nazywa nierówność i jest niezgodne z prawami człowieka.

W naszym społecznym modelu istnieją dwie główne drogi pozyskiwania środków na zorganizowanie ślubu i wesela. Pierwsza i najbardziej popularna to rodzice – zgodnie ze staropolska tradycją, wesele i ceremonię w kościele finansuje rodzina panny młodej, zaś rodzina pana młodego odpowiada za dojazd i nocleg gości, obrączki, oraz alkohol (według portalu slubomania.pl). W praktyce oznacza to też ostatnie słowo przy podejmowaniu decyzji i realizowanie wizji rodziców na ten najważniejszy dzień w życiu Młodych. Niezbędnym elementem tego modelu finansowania jest posiadanie rodziców, którzy nie są przeciwni waszemu ślubowi. Drugim sposobem na zorganizowanie ślubu jest wzięcie kredytu, w nadziei, że kasa z kopert ofiarowanych przez gości, pokryje limit zadłużenia. Tutaj niezbędna jest zdolność kredytowa, zamiłowanie do długotrwałych związków z instytucjami bankowymi i posiadanie dużej, dalekiej i zamożnej rodziny, która lubi wręczać koperty. Co w przypadku, kiedy nie posiadamy takich komponentów?

Uczciwa praca. I oszczędzanie. Zakładając, że przeciętny polak oszczędza miesięcznie 3,6% swoich dochodów (według portalu businessinsider.com.pl), okres narzeczeństwa powinien trwać minimum 14 miesięcy. Tyle trzeba aby pokryć koszty cywilnego ślubu w Danii. Niezbędny jest czas i porzucenie marzenia o weselu na 100 osób, do którego zajedziecie w karecie, w sukni projektu Versace, z 30 metrowym trenem, który dźwigać w dziobach będą białe pawie. Tu mała dygresja – planując ślub, musimy zadać sobie pytanie, do czego jest on nam potrzebny. Jeśli oprócz celebrowania miłości, chcemy robić wrażenie i spełnić bajkę o magicznym przyjęciu, to potrzebujemy naprawdę wielu milionów monet. Ślub jest dla Pary Młodej, wesele dla gości. Jeśli porzucimy naiwne marzenie o robieniu wrażenia, okazuje się, że potrzebujemy naprawdę niewiele, żeby zorganizować sobie skromny ślub. Co nam zostaje, kiedy zależy nam na czasie?

Kreatywność. Dzięki znajomej z USA odkryłyśmy portal gofundme.com – ona zbierała tam na podróż do Portugalii. Okazuje się, że za oceanem to żaden wstyd prosić o pomoc i niekoniecznie trzeba mieć przy tym horom curke. Na platformie gofundme masa pozytywnych świrów zbiera środki aby wcielić w życie najbardziej szalone pomysły – od wydania tomiku wierszy po budowę statku kosmicznego! Motywowane tą otwartością założyłyśmy tam zbiórkę, będąc ciekawe co się stanie. A stało się coś niesłychanego, nasi znajomi, którzy nie mieli konta dolarowego ani w euro (ograniczenie gofundme) zaczęli się dopytywać jak mogą wesprzeć zbiórkę. Pomimo wielu zastrzeżeń uruchomiłyśmy więc zbiórkę pod polskim adresem https://pomagam.pl/ninusy. Oczywiście  między Polską a USA są różnice rozległe bardziej niż Ocean Spokojny. Niespokojne były reakcje społeczeństwa, które przyznaje swoje ciężko zarobione pieniądze tylko horym curkom. Ale pieniądze to nie był główny cel. Dzięki publikacji polskiej zbiórki wywiązała się dyskusja o obecności i prawach lesbijek w polskim społeczeństwie. Oczywiście, to jest przykre, kiedy pod naszym adresem pojawiały się groźby karalne lub wyzwiska, ale zaciera to ogromna radość i wdzięczność, kiedy otrzymywałyśmy wiadomości pełne wsparcia i miłości od ludzi w wieku naszych rodziców, którzy tez mają homoseksualne dzieci lub sami byli skazani na życie w ukryciu bo zabrakło im takiej jak nasza odwagi do mówienia o sobie. Całość doświadczenia pokazała nam niesamowitą moc ludzkiej serdeczności i utwierdziła nas w przekonaniu, że chcemy właśnie ze sobą spędzić resztę życia. I tak, to super, że udało nam się zebrać więcej niż sam koszt ślubu. Oznacza to, że chociaż nadal nie wyprawimy wesela, to pójdziemy do ślubu w sukienkach a nie w dżinsach, a nasze obrączki będą ze złota a nie z tombaku 🙂 Ale  najważniejsze, że dzięki tej zbiórce powstała dyskusja.

rings2

Będziemy wspierać każdą taką zbiórkę, ponieważ rozumiemy niesprawiedliwość wynikającą z tego, że aby wziąć jednopłciowy ślub, trzeba wyjechać. I będziemy nagłaśniać każdą taka zbiórkę, żeby uświadamiać ludzi, ile par takich jak nasza jest wokoło i zachęcać tych, którzy nadal nie wyszli z szafy, do odwagi!

 

Gdzie wziąć ślub i dlaczego w Danii? Krok po kroku przez formalności.

W Polsce w 2018 roku nie można zalegalizować związku osób tej samej płci. Mamy jednak ogromne szczęście, że za orientacje seksualną nie grozi nam kara śmierci lub pozbawienia wolności jak np. w Sudanie czy Arabii Saudyjskiej. Jednak szczęście to za mało i mimo wszystko nalegamy na ślub. Taki możemy wziąć w w Holandii (2001), Belgii (2003), Hiszpanii (2005), Norwegii (2009), Szwecji (2009), Portugalii (2010), Islandii (2010), Danii (2012), Francji (2013), Wielkiej Brytanii (2014, bez Irlandii Północnej), Luksemburgu (2015), Irlandii (2015), Finlandii (2017), Niemczech (2017), i o dziwo na Malcie (2017). Związek partnerski zalegalizować można  w kilkunastu krajach: Dania (1989), Szwecja (1995), Islandia (1996), Francja (1999), Niemcy (2001), Finlandia (2002), Portugalia (2001), Luksemburg (2004), Wielka Brytania (2005), Słowenia (2005 oraz 2016), Andora (2005 oraz 2014), Czechy (2006), Szwajcaria (2007), Węgry (2009), Austria (2010), Irlandia (2011), Liechtenstein (2011), Malta (2014), Chorwacja (2014), Cypr (2015), Grecja (2015), Estonia (2016) oraz Włochy (2016). Całkiem niezły wybór, prawda?

IMG_7227

Dzięki obywatelstwu Unii Europejskiej, do której Polska jeszcze należy, możemy wybierać do woli. Wybór – małżeństwo czy związek partnerski pozostawiamy już do indywidualnej oceny. My zdecydowałyśmy się na małżeństwo, ponieważ Żona to najwyższa istniejąca instancja, a my lubimy mieć wszystko co najlepsze. Prawda jest też taka, że związek partnerski wydaje nam się być możliwy do zrealizowania na terenie Polski – w tym celu wystarczy udać się do notariusza i zawrzeć stosowne porozumienie. Można wtedy dużo zaoszczędzić np. na obrączki. O finansach jeszcze napiszemy w kolejnym odcinku.

Skąd wiadomo, który kraj wybrać? Najlepiej taki, z którym macie coś wspólnego, znacie język, lub kogoś na miejscu, kto pomoże wam z formalnościami. Różne kraje mają różne wymagania – to, że obywatele UE mogą zawrzeć związki w całej Unii, nie oznacza jeszcze, że jest to łatwe. W przypadku Niemiec, trzeba się zarejestrować w urzędzie zanim złoży się odpowiednie dokumenty, a potem na kilka dni przed ślubem ponownie odwiedzić urząd, co oznacza min. 3 wycieczki i dużo języka niemieckiego. Dokładne wymagania urzędu w Berlinie:

Zrzut ekranu 2018-01-27 o 17.09.04

My na poziomie mailowania potrzebowałyśmy tłumacza 🙂 Niestety większość krajów chce meldunku, chociaż tymczasowego, na ich terenie przed ślubem. I wszędzie trzeba pojawić się osobiście, albo w momencie składania, albo/i w celu weryfikacji dokumentów. Dużo przydatnych informacji, choć częściowo nieaktualnych (Niemcy) znajdziecie w super publikacji kp:

https://www.kph.org.pl/publikacje/zwiazki_w_europie.pdf

Jednak prawdziwym Las Vegas jeśli chodzi o śluby dla obcokrajowców jest Dania. Absolutnie wszystko załatwicie tu online, korespondencja via e-mail jest ekspresowa i miła, wszystko załatwicie w języku angielskim a na miejscu trzeba być jedynie dzień przed ślubem! Minusem są oczywiście koszty, nie ma bezpośrednich lotów tanimi liniami z Gdańska do Kopenhagi, sama Dania jest relatywnie droga (noclegi i wyżywienie). Ale wygoda i brak bariery językowej zwyciężyły. Kolejne przydatne informacje od KPH  znajdziecie tutaj – https://kph.org.pl/wp-content/uploads/2015/04/slub_w_danii_w_6_krokach.pdf

Pierwszą rzeczą, którą trzeba zrobić jest pobranie dokumentów:

  • wielojęzyczny odpis aktu urodzenia (skrócony)
  • zaświadczenie o stanie cywilnym / + ewentualne zaświadczenie rozwodowe, te trzeba przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego.
  • xero paszportów i dowodów osobistych
  • wypełniony formularz ze strony urzędu, w przypadku Kopenhagi: http://www.getmarriedindenmark.com/wp-content/uploads/2015/08/ab-N-of-M-2015.pdf
  • Opłata urzędowa wynosi : 850 DKK (ok. 500 zł) (w przypadku Kopenhagi)

Kiedy zbierzecie już je wszystkie, należy je zeskanować i wraz z dowodem opłaty przesłać do odpowiedniego urzędu, z preferowaną datą ślubu. Pamiętajcie, że zaświadczenie o stanie cywilnym jest ważne tylko przez określony czas, dlatego między momentem wysłania dokumentów a datą ślubu nie powinno być więcej niż 6 miesięcy.

Jeśli chodzi o dokumenty, to kilka przydatnych informacji. Po pierwsze – nie mamy obowiązku mówić, że potrzebujemy zaświadczenia o stanie cywilnym do zawarcia ślubu / związku partnerskiego. Ponieważ w Polsce ślub jednopłciowy nie jest uznawany, zdarzają się sytuacje, w których urzędnik odmawia wydania dokumentu w tym celu, o czym przeczytamy w ww poradniku KPH:

Może jednak zdarzyć się, że urzędnik Urzędu Stanu Cywilnego odmówi wydania zaświadczenia o stanie cywilnym, powołując się na nieistnienie instytucji związku jednopłciowego w Polsce. Należy w takim przypadku żądać wydania postanowienia odmawiającego wydania wnioskowanego zaświadczenia wraz z uzasadnieniem. Po uzyskaniu negatywnego postanowienia, można się odwołać na podstawie art. 219 kodeksu postępowania administracyjnego. Jeżeli organ nie wydał żądanego zaświadczenia najpóźniej w ciągu 7 dni, ani też nie odmówił jego wydania, można skorzystać z możliwości złożenia zażalenia do organu nadrzędnego, w tym przypadku do właściwego Wojewody na niezałatwienie sprawy w określonym terminie. Na postanowienie Wojewody służy skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Natomiast informacja, że zaświadczenie jest nam potrzebne do pracy / procesu rekrutacyjnego, dużo ułatwia (ponadto odpis aktu urodzenia do pracy wydawany jest za darmo!). Warto też, jeśli zależy nam na czasie, wnioskować o wydanie dokumentów w urzędzie gdzie jesteśmy zameldowani – inaczej musimy poczekać do 10 dni na otrzymanie papierków. Według internetu ( http://bip.gdansk.pl/urzad-miejski/Zaswiadczenie-o-stanie-cywilnym,a,44251) możemy też zamówić elektroniczna wersje naszych dokumentów, ale w urzędzie stany cywilnego nigdy nie słyszeli o takiej możliwości, dlatego lepiej analogowo przejść się osobiście.

Tłumacze przysięgli są tym tańsi, im dalej mają biura od centrum miasta, standardowa cena to 40/50 zł za jedną stronę (nie kartkę!) A4.

Po wysłaniu zeskanowanych dokumentów otrzymacie potwierdzenie, że wszystko jest ok i możecie wziąć ślub w określonym dniu, np. 14 lutego 2018 roku 🙂 Teraz i dopiero teraz polecamy poszukać lotów i hotelu. Jest wiele porównywarek cen hoteli, i ich zaletą są na pewno niskie ceny, ale jeśli upatrzycie sobie jakiś obiekt, warto odwiedzić ich stronę. Może się okazać, że mają  pakiety lub oferty jeszcze lepsze  niż pośrednicy. Nam się udało znaleźć w ten sposób ofertę dedykowaną dla par LGBT+ !!!  Loty do Kopenhagi raczej nie są super tanie, ale jeśli ktoś się nie boi tuneli, to super połączenie jest z Gdańska do Malmo, a stamtąd drogą lądową. Można też, w wersji slow life pojechać własnym autem przez Niemcy i Danię – bardzo dobre drogi i podróż promem. Jak widzicie, przed wami morze możliwości. Ogranicza was jedynie wyobraźnia!

27153435_1880646191946932_1904655040_n